Czym on właściwie jest. Uczeni nie są zgodni czy on realnie istnieje. Rzeczywistość, której doświadczamy może być na przykład statycznym zestawem slajdów ułożonych kolejno w wymiarze przestrzennym, w którym czas jest tylko złudzeniem oddzielającym kolejne klatki filmu. Aby to lepiej uzmysłowić wyobraźmy sobie, że jesteśmy postacią na szpuli filmowej, która leży gdzieś w zakurzonej szufladzie. Czy w takim przypadku czas odgrywa jakąś rolę, czy istotna jest tylko sekwencja klatek. Większość uczonych jest przekonana, że czas fizycznie istnieje i może być wielowymiarowy podobnie jak przestrzeń oraz, że wszystkie wydarzenia przeszłe i przyszłe istnieją równolegle w punktach określonych współrzędnymi czasoprzestrzeni – ale nadal nie wiedzą czym właściwie jest. Czy jest ciągły, czy ma charakter kwantowy, dlaczego ma określony kierunek i czy istniał przed Wielkim Wybuchem. Nam szarym zjadaczom chleba wydaje się, że czas jest ciągły, ale umówmy się, że gdyby ktoś (Bóg ?) zatrzymał go na 100 lat – w ogóle byśmy tego faktu nie zauważyli. Czas to ruch (s=v*t), bez czasu nie ma ruchu i nic się bez niego nie dzieje. Tak samo jak nie dostrzegamy, że stale żyjemy przeszłością a teraźniejszości w ogóle nie doświadczamy. Wynika to z ograniczonej prędkości światła, przez którą informacja wzrokowa z otoczenia dociera do nas z niewielkim opóźnieniem, dodatkowo spowodowanym przez proces przetwarzania jej w mózgu. Chociaż jest jedna definicja czasu, którą trudno podważyć: w naszym świecie czas to pieniądz
Czas
Teoria wszystkiego
Uczeni przewidują, że już za kilkadziesiąt lat, przy tak szybkim rozwoju komputerów, będziemy w stanie tworzyć symulacje otaczającej nas rzeczywistości, tak materialnej w odczuciu, że nie do odróżnienia od prawdziwej. Będziemy mogli z nieprawdopodobną wiarygodnością odtwarzać przeszłość, a nawet naprawiać jej błędy, a także symulować nasze życie w przyszłości, w dowolny sposób. Symulacja będzie tak doskonała, że w żaden (podkreślam: żaden) sposób nie będzie można jej odróżnić od rzeczywistości, chyba że jej Twórca sobie tego zażyczy. I tu pojawia się problem. Stawiam tezę, że już jesteśmy i żyjemy w takiej symulacji. Wskazuje na to precyzyjna co do zasady budowa naszego Wszechświata – idealnie dobrane podstawowe stałe fizyczne, w tym najważniejsze, bezwymiarowe stałe fundamentalne (zainteresowanych odsyłam do Wikipedii), których jakakolwiek zmiana byłaby dla nas katastrofalna. Oczywiście, ktoś powie, że z teorii metawszechświata wynika iż nasz Wszechświat musiał powstać, ale ja uważam, że swymi precyzyjnie dobranymi założeniami przypomina on bardziej genialny program komputerowy – i nikt, z definicji, tej tezy nie może obalić. Są natomiast argumenty za jej potwierdzeniem. Weźmy na przykład niewyjaśnione zjawisko upiornego oddziaływania na odległość splątanych układów kwantowych (patrz Wikipedia). Na gruncie symulacji można je ławo wytłumaczyć – gdyż przestrzeń w tym przypadku to fikcja. Albo możliwość istnienia obiektów kwantowych w superpozycji każdego z możliwych stanów, którą nasze działania redukują do jednego stanu – co wygląda jak bezpowrotny wybór jednej z wielu założonych opcji symulacji. Znika również problem inflacji i jednorodności Wszechświata w dużych skalach oraz daje odpowiedź na pytanie Leonarda Susskinda stawiane na podstawie Zasady Holograficznej – po co w ogóle istnieje przestrzeń trójwymiarowa ? Po prostu nie istnieje a nasz Wszechświat w rzeczywistości może mieć wymiary skrzyni (jak u S. Lema). Jeśli to prawda to rozwój wiedzy w naszej symulacji zmierza do poznania podstawowych założeń i algorytmów jej funkcjonowania, ale do teorii wszystkiego możemy się zbliżyć na tyle na ile pozwoli nam sam Twórca (Bóg ?) aplikacji – oby był łaskawy. Zawsze jednak można zadać pytanie – a skąd się wziął Twórca ? Na to też mam szokującą odpowiedź
Pustka (przestrzeń)
Okazuje się, że pusta przestrzeń wcale nie jest tak naprawdę pusta. Zgodnie z teorią kwantową zachodzą w niej ciągłe fluktuacje kwantowe par wirtualnych cząstek. Oznacza to, że na krótką chwilę, zbliżoną do czasu Plancka, powstają w niej wirtualne pary cząstka-antycząstka, które natychmiast znikają bez śladu. Mimo to pewne efekty ich oddziaływań są obserwowalne doświadczalnie w postaci tak zwanego efektu Casimira. Zjawisko to polega na fizycznym przyciąganiu się (z mierzalną siłą = ok. 10^-7[N] dwóch płyt o powierzchni 1 m^2) pozbawionych ładunku elektrycznego, wykonanych z przewodnika, oddalonych od siebie na odległość ok. 1 μm, w temperaturze zbliżonej do zera bezwzględnego, siłą spowodowaną różnicą ciśnienia oddziałujących na ich powierzchnie cząstek wirtualnych. Analogiczną jest siła działająca na statki na wodzie, które za bardzo zbliżą się do siebie burtami – powodująca ich nieuchronne zderzenie. Należy dodać, że jedynym miejscem we wszechświecie gdzie można fizycznie zaobserwować zjawisko kwantowych fluktuacji jest horyzont zdarzeń czarnych dziur, na którym wirtualne pary cząstka-antycząstka mogą zostać rozdzielone zanim znikną – przy czym jedna wpada do czarnej dziury, druga zaś pojawia się realnie w czasoprzestrzeni i zostaje wyemitowana w postaci promieniowania Howkinga. Widać stąd, że istnieje niedostępne (na razie) dla nas kontinuum w postaci zupy fluktuujących, wirtualnych cząstek, które jest tajemniczym fundamentem budowy obserwowanego wszechświata.
